Dziennikarka lewicowego bądź co bądź "New York Timesa" zaatakowała w swoim felietonie osobę Jana Pawła II na kilka dni przed jego beatyfikacją. Maureen Dowd wyciągnęła Wielkiemu Polakowi z życiorysu sprawy rzekomej bierności wobec skandali pedofilskich wśród księży katolickich, w tym także bardzo nieprzyjemną sprawę ks. Marciala M. Degollado.
Nie weryfikuję tych treści z amerykańskiego dziennika. Moim zdaniem, te sprawy owszem miały miejsce, ale są przez nieżyczliwe Kościołowi media zwyczajnie wyolbrzymiane. Zapewne w tekstach "NYT" jest dużo złej woli, zakłamania i fałszu, ale nie idźmy też w drugą stronę! Ja wiem, że o zmarłych się źle nie mówi itd. Wymieniajmy całe mnóstwo dobrych czynów i działań JP2. Ich, jak to w każdej hagiografii, jest miażdżąca ilość. Nie próbujmy jednak udawać, że JP2 nie popełniał błędów, nie miał absolutnie żadnych grzechów, także tych "zewnętrznych". Był świętym, ale tylko człowiekiem, nie był Bogiem-Jezusem, nie był jak Niepokalanie Poczęta Maria.
Czy jakby teraz toczyłyby się np. hipotetycznie procesy beatyfikacyjne Szymona Piotra, Pawła z Tarsu, Franciszka z Asyżu, to mielibyśmy po prostu przemilczeć mniej chlubne momenty w ich życiu, tak jakby ich w ogóle nie było? A przecież są integralną częścią ich hagiografii i pokazują człowieczeństwo w całości, tzn. z grzechem, który jest niestety rzeczywistością nie do uniknięcia.
Mam wrażenie (być może już skrzywione), że trochę za bardzo "przylukrowaliśmy" naszego Papieża-Polaka i to mimo tego, że jako Polacy mamy do takiego "lukrowania" jakieś tam większe prawo. Jednakże aż bałbym się wyjść na ulicę między zwykłych ludzi z sondażowym pytaniem: "Czy JP2 nie popełnił w swoim życiu grzechu?" Dochodzi też do tego, że wybitni teologowie każdy jeden "dwuznaczny" czyn (a przecież na palcach je policzyć!) JP2 próbują wytłumaczyć na jego korzyść. Czy to jest potrzebne? Czy konieczne jest robienie Drogi Krzyżowej, gdzie w rozważaniach jest więcej JP2 niż Jezusa? Czy naprawdę katolickie wydawnictwa muszą wydawać aż tyle pozycji na temat naszego Papieża, z których część to obiektywnie patrząc - gnioty?
Zatraciliśmy proporcje i momentami wylewa się z tej beatyfikacyjnej otoczki najzwyklejszy kicz. A sam JP2 w Niebie pewnie by sobie rozmyślał, że były pewne rzeczy, które zrobił źle albo których nigdy nie powinien był zrobić. Ale w Niebie, gdzie jest się przy Bogu, o takich rzeczach się nie myśli, bo i po co? :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz