czwartek, 16 czerwca 2011

Z alkoholem i bez niego

Większość Polaków, większość ludzi w ogóle wie jak działa alkohol, dokładnie tak samo jak wie, dlaczego palenie papierosów znacznie zwiększa ryzyko raka, a narkotyki doprowadzają do zabójczego uzależnienia. Wiemy jak działa alkohol w normalnej dawce, wiemy jak działa alkohol nadużywany.

Tylko co z tego? W Europie wschodniej "towarzyski przymus picia" jest, jeśli użyję dobrego terminu, takim elementem "kodu kulturowego", czyli czymś, czego się nie zmieni choćby nie wiadomo jak wałkować temat. Jest to tak silnie wdrukowane w kulturę i w zachowania się zbiorowości, że nie ma znaczenia to, czy ktoś jest katolikiem czy ateistą. Nawet do katolickich ruchów abstynenckich ludzie nie zawsze wstępują z uśmiechem na twarzy albo starają się unikać takiego członkostwa.

Powiem wprost, nie widzę praktycznie żadnej perspektywy, jeśli chodzi o zmianę sposobu myślenia o alkoholu w naszym kręgu kulturowym. Alkohol od wieków jest dobrem ogólnie dostępnym, jedyną granicą jest tu w zasadzie wiek. Nikt nie ograniczy jego sprzedaży bardziej niż to jest obecnie. Prohibicja? W USA zakończyła się kompromitacją. W Europie obecnie za nic by nie przeszła. Owszem można przekonywać ludzi, by przerzucali się na mniej procentowe trunki (taką tendencję obserwuje się w Polsce w ostatnich latach), których spożycie będą kończyć na subiektywnej granicy "trzeźwej oceny sytuacji" - 2-4 piw lub lampek wina. Tylko czy zawsze się na takiej granicy kończą imprezy? Oczywiście, prawie nigdy i nie sądzę, by kiedykolwiek można by było doprowadzić do takiej sytuacji na szerszą skalę. Ostatecznie każdy ma swój rozum. Gdy go regularnie traci, wpada w uzależnienie, ale to inny temat. Przy okazji, jedynym skutecznym leczeniem tego uzależnienia jest całkowite zrezygnowanie z picia.

Nie trzeba być jednak niewolnikiem kultury w każdym jej wymiarze. Z jej więzów można się wyrwać przy odpowiednim nonkonformistycznym nastawieniu i silnej motywacji. Pełna abstynencja nie jest przecież szkodliwa ani społecznie, ani zdrowotnie. Trzeba jednak się liczyć ze zderzeniem z kulturową ścianą. Bezalkoholowe wesele może sprawić, że "młoda para" na starcie nowego życia otrzyma od obu zaproszonych rodzin łatkę dziwaków. A zresztą, na bezalkoholowe wesele goście i tak przyjdą z własną wódką. Mocny dowód na siłę kultury.
Abstynent na imprezie integracyjnej w firmie, i to w okresie próbnym?  W tej firmie więc prawdopodobnie długo nie popracuje. Takie przypadki się zdarzają.

Abstynentów nie uważałbym jednak za jakąś subkulturę lub margines. Nie jest ich chyba tak mało, jakby się mogło wydawać. Często są oni w swojej decyzji sobą, czują się z nią dobrze nie ulegając prądowi, a płynąc pod prąd, bo takie płynięcie nie przynosi żadnych szkód, a jest nawet korzystne. Wypada tylko ubolewać, że "prąd kulturowy" często nie szanuje decyzji o dobrowolnej abstynencji. Dzięki niej zaś można np. zaoszczędzić pieniądze, a na życie zawsze się będzie patrzyło trzeźwo przez 24 godziny na dobę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz