wtorek, 8 listopada 2011

Boniecki - problem tylko dla niewierzących

Ostatnio media "elektryzuje" sprawa ks. Adama Bonieckiego. Były generał zgromadzenia zakonnego księży marianów oraz honorowy już redaktor "Tygodnika Powszechnego" otrzymał od swojego aktualnego przełożonego zakaz publicznych wypowiedzi. Jest to zakaz czasowy (miesięczny) i nie całkowity, bo w "TP" może wciąż swobodnie pisać. Czym się mógł motywować przełożony ks. Bonieckiego? Najprawdopodobniej uznał, że były naczelny "TP" przekroczył granice swoimi licznymi ostatnio wypowiedziami m.in. do telewizyjnych mediów. Jako katolicki ksiądz, Boniecki nie widział żadnych problemów z występem jako jurora w show na TVP 2 człowieka, który identyfikuje się z satanizmem. Dostrzegał nawet pozytywne strony takiego obrotu spraw. Czarę goryczy przelała chyba ostatnia przed zakazem wypowiedź, w której kapłan wskazywał na pożytki z pojawienia się w Sejmie Ruchu Palikota.

Czy przełożony marianów miał rację podejmując taką decyzję? To już inny wymiar dyskusji. Chciałbym przejść do reakcji, czyli do "świętego oburzenia" jakże "bogobojnych" przedstawicieli mediów oraz polityki. Wymieńmy dla przykładu Monikę Olejnik i Tomasza Lisa, ale także... Joannę Senyszyn i Magdalenę Środę. Daj Boże, żeby ich solidarność z ks. Bonieckim wynikała z troski o Kościół, jeśli są jego członkami. Jeśli zaś nie są (co w paru przypadkach jest mocno prawdopodobne), to co ich obchodzą sprawy wewnętrzne obcej im organizacji? Mnie by obchodziły dokładnie tak samo jak hipotetyczna kwestia pozbawienia kogoś, zgodnie ze statutem, członkostwa w Związku Miłośników Czeskiej Marynarki Wojennej.

Kościół Rzymskokatolicki jak większość organizacji religijnych jest dobrowolny dla każdego dorosłego obywatela. Ks. Boniecki pozostał w dorosłości członkiem Kościoła z własnej woli. Równie dobrowolnie wstąpił do seminarium duchownego, został kapłanem w zgromadzeniu marianów akceptując przy tym regułę zakonną ze ślubami posłuszeństwa włącznie. Argument, że mógł nie znać wszystkich zasad panujących na różnych "szczeblach" organizacji, do której wstępuje, jest z góry chybiony. "Nieznajomość prawa szkodzi" - to uniwersalna i podstawowa reguła jakiegokolwiek porządku prawnego, a prawo kościelne i zakonne jest dość dobrze skodyfikowane.

Innymi słowy, ks. Boniecki jak każdy inny członek wspólnoty kapłańskiej wiedział, w co wchodzi. Zakładam, że był "spełna" rozumu przy podejmowaniu życiowych (duchowych jak kto woli) decyzji. Gdyby nie był, to prawo kościelne nie jest tu bezlitosne, po prostu formalnie nie byłby kapłanem lub zakonnikiem (święcenia przyjęte pod przymusem lub nieświadomie nigdy nie są ważne).

Ks. Boniecki jako osoba wierząca w Boga objawionego w Kościele Katolickim zgodnie ze swoim stanem zakonnym musi akceptować decyzję przełożonych w ramach bezwzględnego posłuszeństwa. Takie posłuszeństwo jest odczytywane jako posłuszeństwo samemu Bogu, według Jego woli. Nawet wtedy, gdy nakazy przełożonego wydają się jawnie niesprawiedliwe, to ks. Boniecki powinien wierzyć, że Bóg i tak znajdzie drogę i wyprowadzi z tego dobro. Dokładnie tak samo jak powinien wierzyć w to ks. Natanek (swoją drogą mniej lub bardziej formalny komitet obrony tego kapłana jak dotąd nie powstał, domyślam się dlaczego - bo to nie "nasz oszołom").

Ks. Boniecki powinien wierzyć jako katolik w Boga, katolickie dogmaty i znać konsekwencje takiej wiary, czyli w jego sytuacji m.in. posłuszeństwo przełożonym. Ale przecież nikt mu bezwzględnie nie każe wierzyć! W tych czasach nikt, z mocy jakiegokolwiek obowiązującego prawa, nie zabije go za apostazję, nie pozbawi wolności, nie każe mu płacić grzywny. Może w każdym momencie wypowiedzieć posłuszeństwo i oczywiście liczyć się ze skutkami takiego czynu, które zapewne zna. Potem może zostać ateistą lub dołączyć do takiego związku wyznaniowego, gdzie będzie sobie wyznawał jakiegoś boga i nie będzie musiał być bezwzględnie posłuszny komukolwiek. Może też sobie zarejestrować swój związek wyznaniowy i nie mieć nikogo nad sobą. Wygląda na to, że taki związek miałby wielu chętnych do członkostwa.

Czy ktoś wobec tego związał ks. Bonieckiemu ręce? Spacyfikował go, zniewolił i pozostawił w sytuacji bez wyjścia? Nie, nie, nie! Droga wolna, w każdym kierunku - zarówno dla niego jak i dla jego komitetu poparcia. Ks. Boniecki na taki komitet nie zasłużył. Do tej pory był względnie wyważonym w słowach kapłanem z tzw. "nurtu liberalnego". "Na starość" jednak zaczął coraz bardziej błądzić po obrzeżach nauki Kościoła, a nawet poza nie wykraczać. Stąd ta nie aż tak przecież dotkliwa kara. Miejmy nadzieję, że będzie ona dla niego dobrą lekcją pokory oraz akceptowania Bożej woli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz